****
Hej, hej
Tak wiem, dłuuuuuuuuuuuuuugo mnie nie było, ale jakoś dziwnym trafem na wszystko brakuje mi ostatnio czasu i krótki rozdział stoi od ponad dwóch tygodni, ale co tam XD.
Tak więc, "nie przedłużajmy i zaczynajmy!".
****
Rano Lucy dosłownie ściągnęła Lily z łóżka. Dziewczyna ledwo wiedząc o co chodzi spojrzała na przyjaciółkę, która zaczęła ciągnąć ją za rękę i zaczęła mówić szeptem, aby nie obudzić pozostałych:
- Lily, chodź muszisz ich powstrzymać.
Lil ocknęła się i poszła za Lucy. W pokoju wspólnym była połowa Gryffindoru. Wszyscy utworzyli dziwny krąg, a z jego środka było słychać dochodzącą do granic wytrzymałości profesor McGonagall. Lily spojrzała zdezorientowana na przyjaciółkę, która kiwała zrezygnowana głową i powiedziała:
- James namówił jakiegoś chłopaka z pierwszego roku, żeby spróbował wejść do naszego dormitorium.
- Znowu? - jęknęła Lil, bo co roku Ginny dostawała pilne wezwanie ZWŁASZCZA przez to. - Mama będzie wściekła.
Rudowłosa po chwili zastanowienia zaczęła przeciskać się przez tłum zgromadzonych, aż w końcu stanęła obok profesor McGonagall, centralnie na przeciwko Jamesa, a wszyscy zerkali to na niego to na nią.
- Zwariowałeś? - krzyknęła Lily gestykulując. - Wiesz jaka mama tym razem będzie wściekła?
Karcący wzrok profesor McGonagall spoczął na Jamesie, co dało wszystkim znak, że w znacznym stopniu popiera naganę uczennicy. James stał przez moment jak wryty, a kiedy oprzytomniał rzekł swoim pełnym werwy głosem z aktorskim uwielbieniem:
- Popatrzcie jak moja kochana siostrzyczka o mnie dba! - podszedł do Lil i przytulił ją. - Co ty wyrabiasz? - szepnęła mu do ucha, które było o parę milimetrów od jej ust. - Improwizuję. - wycedził przez zęby, po czym wypuścił siostrę z objęć i zwrócił się do profesor McGonagall. - Och, pani profesor, przyrzekam, że to był ostatni raz, naprawdę, a żeby to udowodnić napiszę pracę na pięćdziesiąt cali na temat dobrego zachowania. Obiecuję..
Większość zebranych zaczęła się śmiać, ale profesor McGonagall i Lily pozostały poważne. Po namyśle dyrektorka rzekła:
- Zgoda Potter, ale wiedz, że czekam do godziny punkt, ZAZNACZAM PUNKT, dziewiątej.
Niektórzy wstrzymali oddech, a gdzie nie gdzie było słychać szepty w stylu: " Ale to przecież tylko dwie godziny!". Przez moment Lily zauważyła na twarzy Jamesa dziwny uśmieszek, ale zdecydowała, że musiało się jej przewidzieć.
- Oczywiście pani profesor, jak sobie pani życzy. - odparł James.
Profesor McGonagall zarządziła rozejście się i wyszła z Pokoju Wspólnego.
Lily i Lucy wróciły do dormitorium, przygotowały się i zeszły na śniadanie z resztą współlokatorek. Całą drogę do Wielkiej Sali Lil rozmyślała o wybryku brata i nawet nie odpowiadała portretom, które się z nią witały. Dobrze ją znały, bo kiedy James był na drugim roku, w Hogwarcie zorganizowany został festyn rodzinny i zjechały się wszystkie matki, ojcowie, siostry i bracia. Wtedy właśnie James wpadł na genialny pomysł, żeby zostawić Lily samą gdzieś w korytarzach i później wmówić jej, że ją uratował. To były początki czasów, gdy zaczynał poprzez nieczystą grę próbować zabłysnąć w oczach młodszej siostry. Stety-niestety, nie udało mu się to, ale Lily zwiedziła prawie cały zamek i wróciła do rodziców dzięki portretom.
W Wielkiej Sali panował nadzwyczajny gwar. Lil i Lucy podeszły do jakiegoś Krukona i jedna z nich zapytała:
- Dlaczego jest tu tak głośno?
- Nic nie wiecie? - zapytał ciemnowłosy Krukon. - James zaraz odda tą zadaną pracę.
Dziewczyny spojrzały na siebie wymownie.
- Tak szybko? -spytała Lucy.
- Wszyscy właśnie na ten temat rozprawiają.
Lily podziękowała za udzielenie informacji i obie usiadły przy stole Gryffindoru. Gdy wybiła godzina ósma pięćdziesiąt pięć do Wielkiej Sali wparował uśmiechnięty od ucha do uch James z dość sporą rolką pergaminu pod pachą, wszystkie rozmowy umilkły. Mina profesor McGonagall wyrażała jednocześnie niedowierzanie i jednocześnie coś w stylu "kto mu w tym pomógł?". Zadowolony czarnowłosy Gryffon podał przez stół pergamin pani profesor i niemal skacząc usiadł z grupą przyjaciół przy stole. Po chwili znów powrócił gwar.
- Ej, a czy on zawsze nie szukał okazji, żeby się do ciebie przylepić? - spytała podejrzliwie Lucy.
- Tak, masz rację, ale dzisiaj od rana się dziwnie zachowuje... - odparła Lil i po krótkiej przerwie dodała. - Co dzisiaj mamy?
- Zaklęcia, Obrona przed czarną magią, mugoloznawstwo i eliksiry. - powiedziała czytając z listy Lucy.
Po zajęciach Lily odłączyła się od przyjaciółki i przyłączyła do Hugo. Spacerując korytarzem w kierunku kuchni rozmawiali o pierwszym dniu w nowej szkole, o Lucy, która przypadkiem wywołała deszcz na zaklęciach i... dziwnym wybryku Jamesa, gdy nagle wybuchła przed nimi wielka czarno różowa kulka. Cali pokryci czarnym pyłem leżeli na ziemi kaszląc.
- Irytko, Irytek cię uwielbia!
- Irytek! - warknęli jednocześnie Lil i Hugo podnosząc się z podłogi. - Zaraz, a kim jest Irytka? - spytała jakby samą siebie rudowłosa.
- Irytka być przyszłą żoną Irytka! - rzekła piskliwym głosikiem różowa postać wyglądająca niemal identycznie jak szkolny poltergeist.
Hugo machnął ręką i oboje z Lily zrezygnowali z pomysłu odwiedzenie kuchni i wrócili do Pokoju Wspólnego.
Lil znów miała głowę pełną myśli. Skąd ta nagła zmiana Jamesa i jak do diabła zdołał oddać tą pracę tak szybko? A do tego, kim jest Irytka?